Wybierz region

Wybierz miasto

    Najbardziej tajemnicza zbrodnia w Krakowie (2)

    Autor: Marek Bartosik

    2008-11-15, Aktualizacja: 2008-11-15 07:30 źródło: Polska Gazeta Krakowska

    W oczach ludzi, którzy zetknęli się z tą sprawą, nawet teraz bez trudu można odnaleźć strach. - Ja przez cztery lata bałam się potem wyjść sama na ulicę po czwartej po południu.

    W oczach ludzi, którzy zetknęli się z tą sprawą, nawet teraz bez trudu można odnaleźć strach. - Ja przez cztery lata bałam się potem wyjść sama na ulicę po czwartej po południu. Rozumie pan to?! Więc nie chcę rozmawiać - powie jedna z osób związanych ze śledztwem, zanim zamknie przed dziennikarzem drzwi. Policyjna grupa, od początku śledztwa w sprawie zamordowania ze szczególnym okrucieństwem Katarzyny Z., pracowała pod presją obawy, że morderca może znowu zaatakować.


    31 maja 1999 r., a więc niemal pięć miesięcy od znalezienia fragmentów ciała dziewczyny, policjanci weszli do małego domku w Brzyczynie w gminie Mogilany pod Krakowem. Znaleziono tam rozkawałkowane zwłoki mężczyzny. Skóra z jego głowy była zdjęta - leżała obok zszyta nitką w maskę. Zabójcą był syn ofiary. Zakładał maskę na głowę, by przed swym dziadkiem... udawać ojca. Ta makabra musiała zostać skojarzona ze sprawą Katarzyny Z. Same przypadki rozkawałkowania zwłok są stosunkowo częste.


    W ciągu ostatnich 40 lat zdarzyło się ich w Krakowie i regionie 24. Jednak zdjęcie fragmentów skóry jest o wiele rzadsze. Według danych Zakładu Medycyny Sądowej UJ, w tym samym czasie odnotowano zaledwie jeden taki przypadek, w 1983 roku. A teraz, w ciągu pół roku, zdarzył się już drugi! W dodatku sprawca - Rosjanin, który przyjechał do Polski w 1991 r. z Nalczika - od 1992 r. studiował na UJ psychologię. Na tym wydziale niewiele wcześniej uczyła się Katarzyna Z.


    Czy to mógł być przypadek? Są ludzie, którzy do tej pory nie mogą w to uwierzyć. Policjanci przyznają, że w 1999 roku mieli wielką pokusę, by Władimirowi W. przypisać także zamordowanie Katarzyny Z. Ale zabrakło dowodów i przekonania. Rosjanin został skazany za jedno zabójstwo i teraz odbywa karę w swojej ojczyźnie. Podobnych alarmów, kiedy śledczym wydawało się, że są blisko zabójcy Katarzyny Z., było jeszcze kilka. Ekipa śledcza postawiona została na nogi, kiedy w okolicach Kleparza zaczęto szeptać, że mężczyzna znany tam pod ksywą "Łapa", chwalił się, że miał w domu ludzką skórę.


    Niemal natychmiast po uzyskaniu tej informacji policja przeprowadziła u niego rewizję. Bez skutku. We wrześniu 1999 r. pojawiła się kolejna elektryzująca informacja. Tym razem chodziło o mężczyznę, który w 1983 r. zabił żonę i syna. Ciało chłopca podzielił na 9 części, a z głowy żony zdjął skórę. Został umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. Ale w końcu marca 1998 r., czyli kilka miesięcy przed zaginięciem Katarzyny Z., został z Kobierzyna wypuszczony. Jednak kiedy policjanci do niego dotarli, zobaczyli, że jest w fatalnym stanie i nie byłby zdolny do zamordowania studentki.


    Mnóstwo czasu zajęło ekipie śledczej wyjaśnianie informacji o pewnym mieszkańcu krakowskiego Kazimierza. Poszlak wskazujących, że Robert J. może być mordercą pojawiło się sporo. Leczył się psychiatrycznie. Nienawidził kobiet. Jedną z sąsiadek obserwował przez lornetkę, aż musiała założyć w oknie żaluzje. Chodził za nią, pisał do niej wulgarne listy. Bała się go. Okazało się też, że mężczyzna kupuje damską bieliznę i lubi wieczorne spacery nad Wisłą.


    Niektórzy jego sąsiedzi zeznawali, że gdy tylko usłyszeli informacje o losie Katarzyny Z., natychmiast pomyśleli, że może to Robert J. jest sprawcą. Śledztwo jednak tego nie potwierdziło. W lipcu 1999 r. rodzina mogła pochować szczątki Katarzyny Z. Na pogrzeb przyszło wielu jej rówieśników z czasów szkolnych. Z upływem lat na grobie dziewczyny we Wszystkich Świętych pojawia się coraz mniej zniczy świadczących o tym, że ktoś poza rodziną pamięta o jej losie. - Mnie ta sprawa do dziś nie daje spokoju - mówi jednak dr Tomasz Konopka z Zakładu Medycyny Sądowej.


    Był pierwszym lekarzem, który widział szczątki Katarzyny Z. Nie może zwłaszcza pojąć po co ktoś zadał sobie tyle trudu, by zdjąć z ofiary całą skórę. Razem z kolegami z Zakładu zastanawiał się nawet, czy inspiracją nie mógł być artykuł, jaki ukazał się krótko przed zaginięciem dziewczyny w jednej z gazet. Opisany był tam i sugestywnie zilustrowany mit św. Bartłomieja, który przed ukrzyżowaniem został obdarty ze skóry. Co do przyczyn śmierci Katarzyny Z. dr Konopka ma własną teorię.


    - Na znalezionej przy stopniu wodnym Dąbie nodze stwierdziłem złamania bardzo podobne do takich, jakie mają ofiary wypadków drogowych. Może więc Katarzyna Z. zginęła w wyniku takiego wypadku, potem ktoś, może np. Władimir W., znalazł jej ciało i zdjął skórę? - zastanawia się. Prowadzący śledztwo uważają jednak, że jego teoria ma poważną słabość: nie można wykluczyć,że wspomniane złamania powstały po śmierci, gdy noga znalazła się w maszynerii zabezpieczającej stopień Dąbie przed przedostawaniem się do turbin konarów i opon pływających w rzece.


    Dr Konopka ma jednak dodatkowy argument. Kilka lat temu natrafił w specjalistycznej literaturze na opis rozstępów pourazowych. Pojawiają się na skórze ofiary wypadku obok ran zadanych przez pędzący z szybkością ponad 80 km/h samochód, albo po upadku z dużej wysokości. - Proszę popatrzeć - mówi lekarz i pokazuje dwie fotografie. Na jednej widać w silnym zbliżeniu fragment skóry z nogi Katarzyny Z. Na drugim krawędź odpowiadającego mu, równo obciętego kawałka uda. Znalezione zostały w różnych miejscach, ale rozstępy widać na obu.


    Czy to oznacza, że noga została odcięta po takim urazie? Prokuratorskie śledztwo we wrześniu 2000 r. zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Policja swojego śledztwa nie przerwała.Prowadzi je Archiwum X, specjalna jednostka w Komendzie Wojewódzkiej. Dawni znajomi ofiary najchętniej by zapomnieli o tragedii. Podobno Katarzyna Z. miała na dłoni wykreśloną bardzo krótką linię życia. Tylko czy to zwalnia nas z szukania odpowiedzi na pytanie, kto je zakończył?

    Sonda

    Jak często odwiedzasz nasz serwis?

    • jestem pierwszy raz (46%)
    • od czasu do czasu (32%)
    • codziennie (22%)