RSS   |    Newsletter   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Kraków » Zaczął się złodziejski sezon na rowery

Zaczął się złodziejski sezon na rowery

2009-05-21, Aktualizacja: 2009-05-21 08:33

Polska Gazeta Krakowska Piotr Rąpalski

Złodzieje rowerów obudzili się z zimowego snu. Bicykle w Krakowie giną na potęgę. Zarówno te stare za kilkaset złotych, jak i nowoczesne za parę tysięcy.
Złodzieje rowerów obudzili się z zimowego snu. Bicykle w Krakowie giną na potęgę. Zarówno te stare za kilkaset złotych, jak i nowoczesne za parę tysięcy. Sklepy ze sprzętem sprzedają dwa razy więcej zapięć i zabezpieczeń. A policja nie ma sposobu na skuteczną walkę z miłośnikami cudzych jednośladów.


Odzyskanie naszych dwóch kółek graniczy raczej z cudem. W 2008 roku policja otrzymała 348 zgłoszeń o kradzieży rowerów w Krakowie. W tym roku już w pierwszym, jeszcze zimowym, kwartale prawie 40. To jednak tylko czubek góry lodowej. Większość rowerzystów nie zgłasza kradzieży. Wiedzą, że szansa na odzyskanie roweru jest bliska zeru. "Wykrywalność - brak danych" - czytamy w informacji policyjnej na temat kradzieży bicykli. - Możemy szukać danego roweru po numerze na ramie. Ten jednak najczęściej jest usuwany przez złodziei, albo zgłaszający go nie zna.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Co więcej często kradzione rowery są rozkręcane, a części sprzedawane. Czego tu wtedy szukać - tłumaczy Michał Kondzior z komendy wojewódzkiej policji.

- Nie odnotowujemy grup przestępczych specjalizujących się w kradzieżach bicykli. Sprzęt taki może cieszyć się jednak powodzeniem wśród paserów, którzy skupują rowery - dodaje. W policji nie istnieje wydzielona komórka zajmująca się tylko kradzieżami jednośladów. Zdarza się, że podczas innych akcji rowery są znajdowane. Wtedy jednak często nie wiadomo, komu je oddać. Wzywane osoby, które zgłosiły kradzież nie rozpoznają, najczęściej przerobionych, bicykli. Wielu krakowian przyznaje, że zdarzyło się im wyjechać z domu na rowerze, a wracać musieli piechotą. - Dwa mi gwizdnęli. Pierwszy przypiąłem metalową linką do znaku. Ukradli, ale sam jestem sobie winny, bo co to za zabezpieczenie - żali się Piotrek, student UJ. - Do zapinania drugiego używałem już grubego łańcucha, ale jakimś sposobem rozerwali ogniwo.

Trzeciego już nie zostawiam samopas - kwituje. Fakt, że zaczął się złodziejski sezon na bicykle potwierdzają sprzedawcy ze sklepów rowerowych. - Sprzedaż zapięć wzrosła w ostatnim miesiącu o ok. 50 - 60 procent - mówi Robert z Bikershopu. - Z tego, co mówią klienci, to nie tylko sprawa wiosny. Po prostu złodzieje wzięli się do roboty. Najprostsze zabezpieczenie to metalowa linka. Dużo lep
szym jest już łańcuch. Za najpewniejsze zapięcie uważa się jednak tzw. u-lock. Metalowy pręt w kształcie litery "u" zamykany na potężny zamek. Najsolidniejsze z takich zapięć mogą kosztować nawet ponad tysiąc złotych.

- Ale i z tym złodzieje sobie radzą. Kwestia czasu. Zabezpieczeń doskonałych nie ma - kwitują sprzedawcy. W mieście pojawiają się kolejne stojaki dla bicykli, ale nie każdy odważy się do nich przypiąć rower i pójść na zakupy. Złodzieje posługują się przecinakami, które z łatwością radzą sobie z wieloma zabezpieczeniami w kilka sekund. Innym sposobem jest otworzenie zamka wytrychem. Bywa jednak i tak, że rowerzyści po prostu zostawiają rowery, nie zapinając ich.

Polecamy

  • W CZTERY OCZY

    Niebanalne, kontrowersyjne, zabawne - czytaj wywiady "W cztery oczy"