Wyjące syreny, urwane na chwilę rozmowy, stojący na baczność ludzie - tak było wczoraj w Rynku Głównym o 17-tej - słynnej godzinie "W", o której 63 lata temu rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Tak miało być w całym Krakowie. Jednak apel prezydenta Jacka Majchrowskiego o uczczenie pamięci ofiar minutą ciszy, w innych dzielnicach miasta przeszedł niemal bez echa.
W Rynku Głównym
Rynek Główny roił się od biało-czerwonych flag, opasek i chorągiewek już na długo przed wybiciem godziny 17. Większość ludzi przyszła tu specjalnie na obchody rocznicy wybuchu powstania, część znalazła się na rynku przypadkiem, ale rzadko zdarzało się, by ktoś nie wiedział co się dzieje. O wyposażenie przechodniów w opaski i materiały informacyjne dbali m.in. młodzi przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół".
- Ludzie chętnie biorą od nas ulotki. Nawet sami po nie przychodzą. Zgłaszają się też turyści zagraniczni po materiały w języku angielskim. Dla dzieci mamy specjalnie przygotowane komiksy - powiedziała Paulina Banaś z PTG "Sokół". Biało-czerwone opaski na ramionach nosili niemal wszyscy - od kilkuletnich maluchów po ludzi starszych.
Wraz z wybiciem godziny "W" w całym Krakowie odezwały się syreny Centralnego Systemu Alarmowego. Wtedy ludzie spacerujący po Rynku Głównym przystanęli na chwilę, siedzący na ławkach wstali ze swoich miejsc, zamilkły rozmowy, a z Wieży Mariackiej rozległ się hejnał przytłumiony wyciem seren.
- Całą minutę stałem na baczność. Jestem patriotą i uważam, że uczczenie pamięci poległych w '44 roku to moja powinność - z dumą mówił Zbigniew Frysztacki. - Tyle razy oglądałem obchody rocznicy powstania w telewizji i postanowiłem, że muszę zobaczyć to na żywo. Cieszę się, że doczekałem czasów, kiedy taka uroczystość ma miejsce właśnie w Krakowie - dodał.
Również zagraniczni turyści nie byli zaskoczeni, kiedy zawyły syreny. Questin Jozefiak, który przyjechał z Francji na wakacje, doskonale wiedział co dzieje się na krakowskim rynku. - To dobrze, że pamięta się o tak ważnych wydarzeniach. Takie uroczystości są potrzebne - powiedział nam Questin.
Gdy minęła minuta ciszy przechodnie wrócili do swoich zajęć. Część udała się do kościoła Mariackiego, by uczestniczyć we mszy świętej w intencji poległych w powstaniu żołnierzy Armii Krajowej. Potem przedstawiciele władz miasta, kombatanci złożyli kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza przy placu Matejki.
W Nowej Hucie
Inaczej było w pozostałych częściach miasta. Gdy rozległy się syreny, wystawa na placu Centralnym "Nowa Huta - najmłodsza siostra Krakowa" cieszyła się dużo większym zainteresowaniem 63. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Nikt się nie zatrzymał, nikt nie przerwał rozmowy. Było tak jak przed 17. Z około 20 zapytanych przez nas ludzi, tylko garstka wiedziała, co się dzieje. - Mój mąż brał udział w powstaniu. Każdą rocznicę przeżywam osobiście - mówiła wzruszona mieszkanka Nowej Huty. To ona była jedną z nielicznych, którzy wiedzieli dlaczego wyją syreny.
W Rynku Podgórskim
Wraz z wybiciem godziny 17 zaledwie kilkoro ludzi przystanęło na Rynku Podgórskim. Gdy zamilkły syreny, odezwały się dzwony w kościele pod wezwaniem św. Józefa. Poza tym, nic szczególnego, czym uczczono by pamięć powstańców, się tam nie działo. Większość przechodniów zignorowała sygnał godziny "W".
Na rondzie Matecznego
Na rondzie Matecznego przystanęło kilka tramwajów i samochodów. W ten sposób nieliczni kierowcy odpowiedzieli na apel prezydenta Majchrowskiego. Reszta jechała dalej. Inaczej jednak zachowali się przechodnie. Wśród rozmów i śmiechów przemieszczali się wokół ronda.